Alternatywna rzeczywistość

Co za cios! Kolejny artysta zrezygnował z występu w Opolu! Napisał ktoś na twiterze: „Miało występować 20, zrezygnowało już 100!”. Maryla Rodowicz, Kajah, Audiofeels, Urszula, Pectus, Blue Cafe, Kasia Kowalska, Andrzej Piaseczny, Grzegorz Hyży, Katarzyna Cerekwicka i Michał Szpak. Atmosfera „politycznego skandalu” - jak napisała w swoim oświadczenia Maryla Rodowicz - zapewne sprawi, że pojawią się kolejne oświadczenia.

Zresztą owa „atmosfera” praktycznie od pierwszych dni po ostatnich wyborach, jest gęsta. Nie ma tygodnia, aby ktoś z artystów nie narzekał na „dobrą zmianę”, nie lamentował, jak bardzo mu się „pogorszyło”, nie wylewał łez nad uciemiężonym narodem, nie straszył: „Zobaczycie, już niedługo… Pozamykają nas…”. By nie dawał wyrazu swoim lękom przed ruiną, do jakiej zmierza polska gospodarka, kultura, prawo - nie mówiąc już o obciachu, jaki „tan kraj” przynosi elitom i Europie i jakim jest utrapieniami dla pana Timmermansa i jego kolegów. Niektórzy z artystów (Janda, Stuhrowie) zostali awansowani do rangi politycznych autorytetów, zapraszanych na kongresy prawników, słuchanych z uwagą przez tzw. salon, przytakujący nawet największym bredniom przez nich artykułowanym.

Autocenzura
Ciekawe, że nikłą medialną nośność zyskał inny fakt: kamieniem, który poruszył lawinę publicznych kontestacji było odmówienie udziału w konkursowych „premierach” grupie Dr Misio, próbującej się przebić do publiki z klipem pt. „Pismo”. Gdyby ktoś nie wiedział (całkiem zresztą niezły) aktor Arkadiusz Jakubik – lider zespołu, szukający swojego miejsca na estradzie - postanowił ścigać się z innym swoim kolegą ze sceny/ planu filmowego Krzysztofem Pieczyńskim w tym, który z nich jest bardziej antyklerykalny i antykatolicki. Teledysk wspomnianej wyżej piosenki doskonale wpisuje w ową retorykę. Muzycy przebrani są za księży szydzą z Kościoła, sakramentu pokuty, kapłanów. Poruszana Kayah napisała: „Na Festiwalu w Opolu w tym roku nie wystąpię. I jest to moja decyzja. Na znak jedności z tymi, którzy na cenzurowanym byli i nadal pozostali, bo wobec nich nie wywołała się taka burza. Dziękuję wszystkim za publiczne i prywatne wyrazy wsparcia. To bardzo wiele znaczy dla nas jako Polaków” (pisownia oryginalna). Czy organizator miał prawo odmówić udziału w festiwalu (i finansowania z publicznych środków) komuś, kto depcze zasady bliski milionów współobywateli? Miał. Tak samo, jak powinien odmówić prawa do publicznego znieważania osób czy zasad bliskich buddystom, żydom czy muzułmanom. O gejach czy innych osobliwościach LGTBQ nie wspomnę. Rzecz jasna, tutaj zagrożenia nie ma, ponieważ „artyści” bardzo się w tej materii pilnują i nikt nie odważyłby się nakręcić klipu wyśmiewającego którąś z tych grup. Szargać można tylko świętości katolików. Nie przypominam sobie, aby ktoś z polskich artystów odważył się zakpić np. z Mahometa. Zapewne pojęcie autocenzury nie wchodzi w tok rozumowania np. poruszonych oczywistą krzywdą kolegów Kayah, Piaska, Szpaka (stylizującego siebie na Jezusa) i innych. Cenzurując siebie i innych nie zauważają, że od dawna sami stali się maszynkami nakręcanymi przez polityczną poprawność. Rzeczywiście, dołączamy się z wyrazami współczucia…

Starcie cywilizacji
Wszystkie szumne deklaracje, wyrazy solidarności to tak naprawdę tylko pretekst do tego, by dokopać znienawidzonym pisiorom. Zademonstrować swoją wątpliwą niezależność, przypomnieć o sobie „środowisku” i w ten sposób potwierdzić publicznie wolę przynależenia do tzw. elity. Jak ktoś sensownie wypunktował  na twitterze, wielu artystów występowało w Opolu za czasów PRL-u, Jaruzelskiego, po zamordowaniu ks. Popiełuszki. Nie było problemu. Dziś jest. Ale to też pokazuje, że wojna cywilizacyjna, jak nieustannie się toczy pod powierzchnią życia społecznego, jest daleko bardziej zaawansowana, bardzie bezwzględna, niż starcie z komunizmem. Większy jest ostracyzm wobec tych, którzy ośmielają mieć odrębne zdanie niż lewacka szpica. Poza tym, gdy gaśnie kariera, artyści chcą choć przez moment rozbłysnąć w reflektorach nowym światłem, tym razem jako buntownika i znawcy spraw publicznych. Żałosne. Ale tak działa show-biznes. 

Sorry, taki mamy klimat
Z ciekawości zapytałem kilku moich znajomych, ilu z nich rozdziera szaty z powodu nieobecności rzeczonych wyżej artystów na opolskim festiwalu. Popatrzyli na mnie jak na kosmitę. Ale o co chodzi? - Nie chcą, nie muszą przyjeżdżać. Ich problem. Będą inni. Trudno nie odnieść wrażenia, że dla przeciętnego Polaka - zachowującego względną niezależność od piorących codziennie mózgi medialnych szczekaczek - kwestie, kto przyjedzie do Opola a kogo tam zabraknie, krzywda rzekomo uciemiężonych przez cenzurę „artystów” totalnie nie obchodzi. Oczywiście, boli, gdy ktoś - za publiczne pieniądze! - obraża. Gdy lubiani, znani z ekranów i filmowych scen bohaterowie solidarnie rechocą z „dowcipów” młodego Stuhra mającego „tu polew” i robiącego sobie jaja z największej katastrofy we współczesnej Polsce - kompromitując się w ten sposób i sprowadzając swój autorytet do poziomu zero. Sorry, taki mamy klimat (polityczny). Nadymany do niebotycznych rozmiarów balon pychy ludzi zarażonych modnym na salonach lewactwem, odstawionych od władzy i kasy, często gotowych do sprzedania własnej matki za cenę pieniędzy i sławy, bezradnych w starciu „niereformowalnym” społeczeństwem (dalej nieszczęśliwie przywiązanym do katolickich stereotypów, modelu rodziny, kulturowego instynktu samozachowawczego), staje się coraz większy. Kiedyś pęknie. Może jeszcze nie dziś, ale katastrofa już niedługo.

Dwójmyślenie
Przeciętny Polak żyje codziennością. Starcza mu albo nie starcza do pierwszego. Ma swoje problemy. Dostrzega niedociągnięcia, głupotę, niekonsekwencje sprawujących władzę. Ale też widzi, że w gospodarce jest coraz lepiej, zaczyna się słuchać zwykłych ludzi. Że młode pokolenie (z wyjątkiem zainfekowanych lemingozą) budzi się z letargu: nie są mu obojętni „Wyklęci”, najnowsza historia Polski, duma narodowa. Nie rozumie hektolitrów jadu i goryczy, wylewanych codziennie przez opozycję polityczną totalnie wszystko negującą. Boli go, gdy się go obraża i wmawia, że wycieranie sobie tyłka krzyżem, seks oralny z figurą Jana Pawła II na scenie państwowego teatru, to jest nowoczesna sztuka i że musi się z tym pogodzić, jeżeli nie chce być nazwany tryglodytą. Wkurza go, gdy rożnego rodzaju komisje europejskie i rzesza „tłustych misiów” wmawia mu, jak ma myśleć i jakimi wartościami kierować się na co dzień. Wie, że małżeństwo to związek mężczyzny z kobietą i że - parafrazując przysłowie - z każdego innego ziarna mąki nie będzie.

Ba! Przypuszczam, iż tworzący współczesny miszmasz, politycy, artyści  - a przynajmniej jakaś ich część - podobnie ocenia rzeczywistość! Problem w tym, że w ich mózgach samospełnia się orwellowskie proroctwo z powieści „Rok 1984” zakładające tzw. dwójmyślenie, czyli wyznawanie dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz. Lech Wałęsa kierujący się zasadą, iż jest „za, a nawet przeciw” to klasyczny przykład owej strategii, choć przy dzisiejszym stopniu skomplikowania rzeczywistości, reprezentujący  w semantycznej materii raczej polityczne przedszkole.

Nie dajmy się zwariować
Mamy zatem do czynienia z istnieniem alternatywnych, równoległych światów. Przy czym jeden z nich zazwyczaj istnieje tylko w umysłach grupy ludzi. Wierzących tak mocno w jego realność, że nie dopuszczających do siebie nawet myśli, iż może być inaczej. Wystrzegającej się jak ognia faktów, które mogłyby podważyć wirtualne dogmaty. Funkcjonujących w szklanej bańce informacyjnej, oglądających tylko ściśle wyselekcjonowane programy informacyjne. Przykład Niemiec (jak również niemieckich mediów, obecnych w Polsce w setkach tytułów prasowych), gdzie cenzura obowiązuje już niemalże jawnie, pokazuje, jak daleko można się w owym dwójmyśleniu zagalopować głosząc z jednej strony wolność, z drugiej - blokując wszelkie informacje, które mogłyby zakwestionować obowiązująca narrację. Doskonałym przykładem owego zjawiska stał się również zakończony kilka dni temu Kongres Prawników. Padły tam bardzo ciekawe słowa. Okazało się np., że naród jednak nie jest suwerenem. Pojawiły się też propozycje „Trybunału Konstytucyjnego bis”. Tylko czekać, kiedy prawnicy zaproponują „Sejm bis”, „Senat bis” i „Polskę bis”. Rzecz jasna, tę lepszą, alternatywną do Polski pisowskiej, zaściankowej i rzekomo niedemokratycznej.

Nie dajmy się zwariować.


Dodaj nowy komentarz

Refresh Type the characters you see in this picture. Wpisz znaki które widzisz na obrazku; jeśli nie możesz ich przeczytać, kliknij przycisk "Podgląd", zostanie wtedy wygenerowany nowy obrazek. Wielkość liter nie ma znaczenia.  Przełącz na weryfikację głosową.