Bóg pisze prosto po liniach krzywych

„Kiedyś uciekł mi pociąg - opowiadał J. M. - którym koniecznie musiałem jechać. Byłem młody i narwany. Zacząłem kopać z wściekłością w walizkę i kosz na śmieci.
- Co pan wyprawia? - odezwał się jakiś kolejarz.
- Uciekł mi pociąg sprzed nosa! - No i?
To jasne, ten człowiek widział już tylu ludzi, którzy nie zdążyli na połączenie, że było to dla niego czymś normalnym, tyle tylko że pociąg uciekł mnie, a nie jemu. Sprawdziłem, kiedy odjeżdża następny, i stało się dla mnie oczywiste, że przyjadę późno i że będę miał z tego powodu nieprzyjemności.
Poszedłem do restauracji. Piłem alkohol i wpadłem we wściekłość. […] Wyobrażałem sobie, jak podróżni, którzy zdążyli na pociąg, patrzą sobie przez okna i jedzą - i wcale nie jest im spieszno tak jak mnie… Po prostu mam pecha. Dlaczego właśnie MNIE musiał, do licha, uciec? Potem wyszedłem i szybkimi krokami chodziłem po peronie, czekając, aż przyjedzie następny pociąg i zawiezie mnie tam, gdzie czeka mnie teraz niezły kłopot.
-  Proszę pana… - podszedł do mnie ten sam kolejarz, który przedtem zwracał mi uwagę, gdy kopałem w walizkę i kosz na śmieci. - Coś panu powiem… Niech pan uklęknie.
Nie rozumiałem.
Spojrzał na mnie uważniej, był spocony, zdenerwowany, oczy błyszczały mu gorączkowo.
- Niech pan padnie na kolana, człowieku, i dziękuje. Ten facet musiał wypić więcej niż ja! Z trudem łapał oddech, wręcz sapał. I nagle podał mi depeszę, która właśnie dotarła na dworzec, a w niej była wiadomość, że pociąg, który mi uciekł, zderzył się… […] Patrzyłem na depeszę, patrzyłem.
- Ilu tam będzie zabitych… Kolejarz powiedział liczbę.
- Nie licząc rannych - dodał. - Dopiero zjeżdżają się karetki z całej okolicy - i helikoptery…
I ja - ukląkłem.
Byłem trochę pijany, to prawda, ale upadłbym na kolana, nawet gdybym był absolutnie trzeźwy. Ukląkłem i wpatrywałem się na tym opustoszałym peronie w szare niebo. Jestem ateistą, więc nie wiedziałem, komu dziękować. Jednak komuś dziękowałem, gorąco dziękowałem.
Dziękowałem za to, że uciekł mi pociąg.
Chciał pan, żebym opowiedział jakąś historię, która zmieniła moje życie, chciał pan usłyszeć o jakimś wielkim doświadczeniu, które sprawia, że człowiek nie jest taki jak przedtem.
To była tylko chwila. I to jest moja najważniejsza chwila.
Widzi pan, ktoś może uwierzyć w Boga, ponieważ ucieknie mu pociąg.
Co pewien czas powraca uczucie, że klęczę obok torów i dziękuję, dziękuję w tym samym miejscu, gdzie przed godziną byłem wściekły… I znowu mówię sobie: Dlaczego właśnie ja? Tylko że teraz ta dojmująca ciekawość ma całkowicie inny wydźwięk […]
My zaś wściekamy się, rozpaczamy, przeklinamy, gdyż jesteśmy jak ci, którzy nie noszą okularów i nie widzą dalej niż na pół kroku.
Wszystko, co się dzieje, służy naszemu zbawieniu, mawiał kiedyś pewien stary, mądry ksiądz. Dziś wiem, że miał rację”.

(fragment książki E. Martina, „Anielskie opowieści dla duszy, Warszawa 2009)

Ile w naszym życiu jest sytuacji, gdzie  - zamiast wściekać się, przeklinać - powinniśmy uklęknąć? Bo Bóg nas właśnie uratował! Zachował od wielkiego zła, ocalił życie. Bo tak naprawdę nigdy do końca nie wiemy, czy to, co się nam właśnie przydarzyło, jest błogosławieństwem czy może przekleństwem. Łatwo można się pomylić. Podpowiada nam katechizm: „Wierzymy mocno, że Bóg jest Władcą świata i historii. Drogi Jego Opatrzności są dla nas często nie znane. Dopiero u kresu, gdy skończy się nasze poznanie częściowe, gdy zobaczymy Boga "twarzą w twarz" (1 Kor 13, 12), w pełni poznamy drogi, którymi Bóg prowadził swoje stworzenie, nawet przez dramaty zła i grzechu” (KKK 314). Przyjęcie tej prawdy to jedna z najtrudniejszych rzeczy, z jakim przychodzi nam się zmagać tu i teraz.
Ktoś mnie zapytał: „No dobrze, ale dlaczego Bóg nie uratował innych pasażerów, którzy jechali pociągiem? Historia, o której ksiądz opowiada, to dla mnie żaden dowód na Jego istnienia. A nawet jeśli: jest to Bóg kapryśny i okrutny…”

„Dlaczego Bóg nie stworzył świata tak doskonałego, by żadne zło nie mogło w nim istnieć? - pyta Katechizm. W swojej nieskończonej mocy Bóg zawsze mógłby stworzyć coś lepszego. W swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał jednak w sposób wolny stworzyć świat „w drodze" do jego ostatecznej doskonałości. To stawanie się dopuszcza w zamyśle Bożym pojawianie się pewnych bytów, a zanikanie innych; dopuszcza obok tego, co najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe; obok budowania natury, również zniszczenia” (KKK 310). To jest cena wolności, jaką zostaliśmy obdarowani.

To nie Bóg jest zły i kapryśny. Żyjąc w niedoskonałym świecie, podlegamy jego marności. Ponosimy konsekwencje zła, które wychodzi od nas i innych ludzi. Wielkość i wszechmoc Boga jest w tym, że „w swojej wszechmocnej Opatrzności może wyprowadzić dobro ze skutków zła, nawet moralnego, spowodowanego przez Jego stworzenia” (KKK 312). Nawet „z największego zła moralnego, jakie kiedykolwiek mogło być popełnione, z odrzucenia i zabicia Syna Bożego, spowodowanego przez grzechy wszystkich ludzi, Bóg, w nadmiarze swojej łaski, wyprowadził największe dobro: uwielbienie Chrystusa i nasze Odkupienie”.

Bóg pisze prosto po liniach krzywych. Kiedyś się o tym przekonamy.
xps