Po prostu facet

Rozmowa z Karoliną Gelak-Lipską, terapeutką, psychologiem w Katolickiej Szkole Podstawowej i Katolickim Gimnazjum  w Siedlcach

Czy zgodzi się Pani z tezą, że w społeczeństwie przybywa metroseksualnych mężczyzn?
Pojęcie „metroseksualność” ma już 20 lat i jeśli spojrzeć na zjawisko w perspektywie czasowej i socjologicznej to dostrzeżemy tendencję rozwojową. Ma na to wpływ szeroki dostęp do dóbr, silny przekaz reklamowy, promujący troskę o ciało, ale też kreujący nowe trendy w zakresie fasonów, kolorów, tkanin. Moda męska to już nie tylko zasady doboru odpowiedniego do sytuacji stroju i wypastowanych butów, ale też łamanie konwencji, podkreślanie swojej indywidualności i oryginalności przez ubiór, często nie mający nic wspólnego z wygodą czy praktycznością. Moda męska jest potężną gałęzią przemysłu i jej promotorzy zrobią wszystko, by w szafie faceta lądowały co sezon nowe, modne ciuchy. Idzie często za tym obsesyjne wręcz stosowanie przez panów diety, prowadzące do szczupłej, czasem wręcz anorektycznej sylwetki. Dochodzi niechęć do przyjmowania ról dorosłych i symboliczna ucieczką w niedojrzałość. Muskulatura jest przecież symbolem siły i dojrzałości.

Metroseksualność to znak feminizacji kultury czy raczej wyraz świadomej męskiej troski o ciało?
I jedno, i drugie. Na kreowanie wzorców męskości mają wpływ kobiety, które często samotnie wychowują chłopców, czyniąc z nich często obiekty swoich modowych eksperymentów. Poza tym: mężczyzna modny to już nie tylko mężczyzna schludny ale też podążający za modą, akcentujący w ubiorze znajomość trendów. Obowiązkiem mężczyzny staje się oprócz zarabiania na dom, dbanie o siebie, tak by nie odstawał i wręcz „pasował” do nowoczesnej kobiety. Taki model faceta forsuje dziś popkultura i jej ikony.

Ktoś mi kiedyś powiedział z żalem: „Jak mam być ojcem, skoro nikt mnie nie nauczył, jak być ojcem?” Czy można nauczyć się „bycia ojcem”?
Bycie ojcem opisuje pięknie Wojciech Eichelberger w książce pt. „Zdradzony przez ojca”. Ojciec musi relację z synem czy córką budować, matka czyni to instynktownie. Do tego potrzebny jest kontakt, fizyczne przebywanie ze sobą, a przede wszystkim własne doświadczenia bycia z ojcem. Często ojcowie nie zdają sobie sprawy, że dzieciom bardzie potrzebni są oni niż ich pieniądze, na zdobywaniu których się koncentrują. To,  jakiego partnera wybierze kobieta, zależy w dużej mierze od rodzaju kontaktu z ojcem i informacji o niej samej, które od niego dostawała. Dla syna ojciec będzie wzorem jego przyszłego ojcostwa i umiejętności radzenia sobie z trudnościami. Kiedy ktoś pyta: „Jak być dobrym ojcem?” odpowiadam: „Bądź takim ojcem, jakiego sam chciałbyś mieć”.

Jak wychować prawdziwego faceta, a nie mazgaja czy narcystycznego mamisynka?!
Nie ma gotowych recept. Wychowywanie jest procesem poszukiwania. Trzeba wziąć pod uwagę, jakie jest nasze dziecko, jakieś są nasze ograniczenia. Myślę w tym momencie, kobietach, które przychodzą do mojego gabinetu i skarżą się: „Ale on się nawet z synem nie pobawi na dywanie”. Tłumaczę, że nie wszyscy ojcowie muszą się bawić kolejką. Ważne, żeby znaleźć taki obszar, w którym i dziecko i ojciec będą się czuć dobrze. Może to być np. wspólna aktywność fizyczna, porządki w garażu, spacer. Ojcowie mogą włączać dzieci w swój świat, bacznie obserwując jednak ich reakcje. Tatuś pomaga pokonywać lęki i ograniczenia, dodaje odwagi, zachęca do wysiłku, cieszy się z sukcesów.

Kiedy chłopiec staje się mężczyzną?
Kiedyś było to rzeczywiście jaśniej określone. Istniały rytuały, podczas których chłopiec przechodził spod opieki matki pod kuratelę ojca i starszyzny. Chłopiec w wieku 8-9 lat stawał się młodzieńcem i od tej pory wpływ na jego życie mieli głównie inni mężczyźni. Rytuały przejścia stawały się też pierwszą próbą zmierzenia się z własnymi lękami, doświadczeniem poczucia mocy płynącym ze wsparcia społeczności, wzbudzaniem w sobie odwagi i radości z pokonywania trudności.

Dzisiaj rytuały ograniczają się świętowania „osiemnastek”…
Niestety tak. Nie mają one żadnej mocy sprawczej. Cieszy fakt, że coraz częściej słyszy się o zjazdach rodzin - wielopokoleniowych  klanów! Rodzi to duchową potrzebę tworzenia drzew genealogicznych. Chyba zaczęliśmy zdawać sobie w końcu sprawę - po zachłyśnięciu się promocją indywidualizmu -  jak wielką siłą jest rodzina. To rodzina właśnie, a zwłaszcza ojciec i matka, dają dziecku sygnał, że jest już dorosłe. Tymczasem rodzice mają z tym często problem, nadmiernie przytrzymując dziecko w pozycji niedojrzałości. Jako rodzice musimy zmierzyć się z własnym ograniczeniem i zamiast bez końca wspierać, pozwolić wziąć dzieciom odpowiedzialność za siebie. Jak to ujęła terapeutka rodzin Cheryl Erwin: „Dzieci nieustannie wspierane nigdy nie dorastają”.