Socjalizm… wiecznie żywy!


Znalezione w Internecie: „Profesor ekonomii jednego z zachodnich uniwersytetów opowiadał, że nigdy nie oblał na egzaminie pojedynczego studenta - za to zdarzyło mu się oblać całą grupę. Dlaczego? Otóż studenci upierali się, że socjalizm jest wspaniałym ustrojem: nikt nie będzie bogaty, ale też nikt nie będzie biedny, zapanuje równość, wszyscy będą szczęśliwi. - Dobrze! - któregoś dnia powiedział wykładowca. - Przeprowadzimy eksperyment. Oceny z egzaminu zostaną uśrednione: każdy otrzyma taką samą. Nikt nie zawali, ale też nie będzie piątek.
Po pierwszym egzaminie, niezależnie od stanu zaprezentowanej wiedzy, wszyscy dostali czwórkę. Studenci, którzy przykładnie zakuwali licząc na „5”, wkurzyli się. Za to ci, którzy nie robili nic albo prawie nic, bardzo się ucieszyli! Do drugiego egzaminu leniwi studenci poszli zupełnie nieprzygotowani, a zniechęceni poprzednimi notami pracusie, odpuścili sobie. Po egzaminie oceny zostały uśrednione: okazało się, że każdy dostał „3”. Nikt nie był zadowolony. Po trzecim wszyscy dostali dwóje. Wybuchły kłótnie, studenci zaczęli się nawzajem obwiniać o klęskę i lenistwo. Eksperyment upadł”.

Socjalizm też upadł. A może nie całkowicie?...

Niekiedy młodzi nauczyciele popełniają na początku swojej pracy kardynalny błąd: napompowani pedagogicznym zapałem przychodzą do szkoły, niczym wielbłądy, obciążeni kartonami, pomocami naukowymi, kredkami, nożyczkami i Bóg wie czym jeszcze. Żeby tylko dzieciom zrobić przyjemność, wyręczyć ich. A „kochane dzieci” totalnie go zleją. Podobnie jak rodziców, którzy zbierają z podłogi w pokoju syneczka czy córeczki brudne skarpetki, robią nastolatkowi kanapusie do szkoły, zawiązują sznurowadła u bucików, strząsają pył sprzed stóp itp. Szybko poznają, co to pogarda. Jest kilka kościołów w naszej diecezji, które przed laty własnym sumptem zbudował dziedzic. Włościanie nie partycypowali w finansowaniu inwestycji. Do dziś, mimo upływu lat, czują się w nich obco. Są obojętni - wyżebrać cokolwiek na remont, uzyskać jakiekolwiek wsparcie, graniczy z cudem. To nie są „ich” świątynie.

Nic tak nie niszczy ludzkiego morale, jak danie wszystkiego za darmo. Utwierdzenie w przekonaniu, że „się należy”. Że jacyś, bliżej nieokreśleni „oni” wszystko załatwią. Miniony system - poprzez długie dziesięciolecia indoktrynacji - mocno wkodował w rodaków przekonanie, że sprawiedliwie to znaczy po równo. Niezależnie od włożonej pracy, ryzyka, wysiłku. W ten sposób zakonserwował przeciętniactwo i utrwalił zasadę, że „nie warto się wychylać”. Bo i po co, skoro i tak, „czy się stoi, czy się leży…” itd.?

„Wszystkim po równo” to również nie jest ewangeliczna zasada. To nie jest miłosierdzie. Biblijny rządca powierzył swoim sługom różne sumy: „Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał” (por. Mt 25,14-30). Po swoim powrocie kryterium oceny uczynił nie tyle wielkość pomnożonego dobra, co trud, jaki został włożony w jego kapitalizację. Jezus nie promował bezkrytycznego rozdawnictwa - mówił o zmęczeniu, miłości, której obca jest bezczynność, o odpowiedzialności za siebie i innych.

Ludzie chętnie wezmą, jeśli da im się coś za darmo. Potraktują to jako „oczywistą oczywistość”. A potem, jeśli przyjdzie czas rewanżu, albo gdy źródło się wyczerpie, potraktują zaistniały brak jako dopust Boży, na cały świat rozgłaszając swoją krzywdę, a nierzadko życząc wszystkiego najgorszego dotychczasowym dobroczyńcom. Nikt nie będzie zadowolony. Pozostaną chaos, złość, nienawiść.

I na koniec: zachowała się stara żydowska mądrość: „Co mu dobrego zrobiłeś, że on tak bardzo cię nienawidzi?” To gorzka prawda. Ku przestrodze tych, którym miłosierdzie myli się z naiwnością.
A nierzadko z głupotą.

Dodaj nowy komentarz

Refresh Type the characters you see in this picture. Wpisz znaki które widzisz na obrazku; jeśli nie możesz ich przeczytać, kliknij przycisk "Podgląd", zostanie wtedy wygenerowany nowy obrazek. Wielkość liter nie ma znaczenia.  Przełącz na weryfikację głosową.